Thursday, 29 October 2015

Soap & Glory : Sexy Mother Pucker Gloss Stick ♥ Pink - A - Boo.

Nie ma co ukrywać, że bardzo lubię produkty do ust w formie kredki. Lubię też produkty do ust Soap & Glory, dlatego z chęcią wrzuciłam do koszyczka ich nowy produkt - Sexy Mother Pucker Gloss Stick w wersji mini. Wybrałam odcień Pink - A - Boo.
Soap & Glory, Sexy Mother Pucker Gloss Stick ♥ Pink - A - Boo
Opakowanie zawiera jedynie 1.5g produktu i ma postać wykręcanej kredki. Mój odcień Pink - A - Boo to dzięwczęcy róż ze zrebrnym shimmerem. 
Soap & Glory, Sexy Mother Pucker Gloss Stick ♥ Pink - A - Boo
Pomadka gładko sunie po ustach. W efekcie usta są lekko zaróżowione i pięknie lśnią. Pomadka jest na ustach niesamowicie lekka i przyjemna. Usta są miękkie i nawilżone jak posmarowane balsamem nawilżającym. Trwałość efektu to średnio dwie godziny, po czym wszystko ściera się równomiernie. 
Soap & Glory, Sexy Mother Pucker Gloss Stick ♥ Pink - A - Boo
Do wyoboru jest jeszcze kilka odcieni, ale żaden więcej mi się nie spodobał. Koszt kredki w wersji mini to £3.50.

Wednesday, 28 October 2015

Green Pharmacy : Peeling cukrowo-solny, Masło shea i Zielona kawa.

Peeling cukrowo-solny z masłem shea i zieloną kawą z Green Pharmacy przywiozłam sobie z Polski w lipcu i od razu zaczęłam go używać. Lato to czas, kiedy stosuję regularnie produkty samoopalające do ciała, więc peeling do ciała w tym czasie to moje must have. 
Green Pharmacy, Peeling cukrowo-solny, Masło shea i Zielona kawa

"Naturalne kryształki soli i cukru. Oczyszczanie, pielęgnacja, orzeźwienie, aromat, relaks dla ciała i zmysłów. Delikatne  złuszczanie naskórka, poprawa mikrokrążenia. Gładka i miękka skóra.  Egzotyczne masło Shea wygładza, nawilża, odżywia i regeneruje. Ekstrakt z zielonej kawy wspiera nawilżanie, chroni młodość skóry." 
Green Pharmacy, Peeling cukrowo-solny, Masło shea i Zielona kawa
Opakowanie zawiera aż 300ml produktu. Peeling ma kolor zielony, w którym jest zatopiona cała masa ścierających drobinek. Zapach produktu jest przyjemny, ale nic specjalnego. Nie ma nad czym się rozpływa. Peeling jest naprawdę dobrym zdzierakiem. Świetnie ściera naskórek i go wygładza. Nie podoba mi się jednak to, że pozostawia na skórze tłustą warstewkę. Parafina w składzie robi swoje. Nie lubię tego efektu. Wolę peelingi, które zostawiają skórę bez niczego. 
Green Pharmacy, Peeling cukrowo-solny, Masło shea i Zielona kawa
 Jest to moja pierwsza przygoda z peelingiem solnym. Peeling jest wprawdzie cukrowo solny, jednak ta sól uprzykrza mi stosowanie tego peelingu. Szczypie mnie po prostu skóra. Mam egzemę, często podrażnioną skórę. Ten peeling powoduje szczypanie i jeszcze bardziej podrażnia każde chore miejsce. Dlatego sięgam po ten produkt sporadycznie i przez to dna w nim nie widać.

Nie jest to zły produkt. Ściera naprawdę dobrze. Wiem już jednak, że peelingi solne są nie dla mnie, nie dla mojej skóry atakowaną egzemą.

Znacie te peelingi?


Green Pharmacy, Peeling cukrowo-solny, Masło shea i Zielona kawa

Monday, 26 October 2015

Top Shop : Lipstick ♥ Lovestruck.

Top Shop Lipstick ♥ Lovestruck
O pomadkach Top Shop już dawno słyszałam wiele dobrego. Długo mi było z nimi nie po drodze, a kiedy w końcu w moje ręce trafiła pomadka w odcieniu Lovestruck, od razu ją polubiłam. 

"Creamy finish lipstick to smooth, moisturise and nourish lips. Apply for fabulous colour and a moisturised finish. Wear alone or add gloss for extra shine" - możemy przeczytać opis pomadki na stronie Top Shop. Do wyboru mamy ponad 20 kolorów!
Top Shop Lipstick ♥ Lovestruck
Pomadkę kupujemy zapakowaną w kartonik. Sama pomadka ma opakowanie metalowe, a szata graficzna jest przyjemna - czarno biała.
Top Shop Lipstick ♥ Lovestruck
Lovestruck różowy róż. Kolejny odcień "my lips, but better", jednak nadaje im bardziej intensywnego malinowego różowego odcienia. Kolor wpisuje się idealnie w moje jesienne gusta. 
Top Shop Lipstick ♥ Lovestruck
Rzeczywiście pomadka jest bardzo kremowa i mocno napigmentowana. Bardzo przyjemnie sunie po ustach i zostawia na nich warstwę koloru. Jest kryjąca. Właściwościom pomadki nie mam nic do zarzucenia. Pomadka komfortowo się na ustach utrzymuje, usta są gładkie i nawilżone. Kolor schodzi z ust w miarę równomiernie, jednak różowy pigment pomadki wżera się w usta, i nawet po całkowitym zejściu pomadki z ust, usta są nadal zaróżowione. Pomadka przyjemnie i nienachalnie pachnie. Trwałość pomadki jest kilkugodzinna. Szminka w żaden sposób nie przyczynia się do wysuszenia moich ust, ale moje usta nie są w ogóle problematyczne. 

Cena pomadki to £8. Mam ochotę już od dawna na kolejny odcień - Naturist. Może kiedyś go kupię :)



Sunday, 25 October 2015

14 signs my Mac addiction is out of control.

14 signs my Mac addiction is out of control
Jakiś czas temu na stronie cosmopolitan.co.uk (tutaj możecie poczytać całość) czytałam zabawny artykuł o tym, po czym poznać, że uzależnienie od kosmetykóww Mac wymyka się spod kontroli. Ja komsetyki Mac uwielbiam, co już chyba zdąrzyliście zauważyć :) Chciałabym ich więcej, jednak ograniczenia finansowe nie pozwalają mi na spełnienie każdej mojej zachcianki. No cóż, cieszę się jednak z tego co mam i na co mogłam sobie pozwolić . Jakie są zatem moje sygnały świadczące o tym, że moje uzależnienie wymyka się spod kontroli? Potraktujcie to oczywiście z przymrużeniem oka :)
14 signs my Mac addiction is out of control
1. Moja historia w "google image" jest zapełniona swatchami pomadek, róży i kolekcji limitowanych Mac.
2. Z pamięcie mogę wymienić każdą pomadkę (i jej wykończenie) jaką mam, oraz listę pomadek, które jeszcze chciałabym mieć.
3. Często w sklepie Mac pytam obsługę o nowe kolekcje, o których oni nie mają jeszcze pojęcia, tym samym informując ich, że taka kolekcja się pojawi i co będzie zawierać.
4. Niektórzy ludzie ekscytują się zbieraniem punktów na kartach lojalnościowych, u mnie ekscytacja to akcja "back to Mac".
5. Idąc do sklepu Mac po jedną rzecz, na miejscu uświadamiam sobie, że tak naprawdę potrzebuję jeszcze coś, i coś, i coś i w efekcie wychodzę z kilkoma nowymi rzeczami. Dlatego staram się robić zakupy online, gdzie jest mniej pokus.
6. Trzy słowa, które powodują u mnie paraliż i serce przestaje bić na kilka sekund to "out of stock".
7. W poszukiwaniu upragnionej rzeczy, która jest na stronie internetowej Mac niedostępna przeszukuję ebay, Mac pl, Selfridges, Debenhams, House of Fraser, John Lewis, 3 sklepy stacjonarne w Manchester itd.
8. Zdarzyło mi się kupić odcień pomadki, której nie używam, ale kolor jest tak piękny, że samo patrzenie na pomadkę mi wystarcza.
9. Muszę ukrywać część swoich pomadek przed swoją drugą połówką. Dla niego posiadanie dwóch pomadek, to i tak o jedną już za dużo. Nie zrozumiałby...
10. Moja kolekcja kosmetyków Mac jest więcej warta niż moja kolekcja butów (ale mam tylko kilka par butów..)
11. Odliczam dni do premiery limitowanych kolekcji Mac tak,  jak dziecko odlicza dni do  Świąt i prezentów.
12. Wszystkie filmiki na youtube pt. " My Mac lipstick collection" oraz "Mac haul" są dla mnie jak filmy porno.
13. Najturdniejsza dla mnie część poranka, to podjęcie decyzji, którą pomadkę użyć i który róż będzie do niej pasował.
14. Prezenty w postaci kosmetyków Mac z okazji urodzin, na Święta, bez okazji - są zawsze mile widziane.


I to tyle o mnie w kilkunastu punktach :)



Saturday, 24 October 2015

L`Oreal : Color Riche, La Palette Nude ♥ Rose.

Bardzo lubię odcienie fioletów i róży na powiekach. Dlatego, kiedy pojawiła się paletka Urban Decay Naked 3, byłam przekonana, że znalazłam swoją idealną paletkę z odcieniami, które lubię najbardziej. Koniec końcem, paletka powędrowała w świat, ponieważ z całej paletki namiętnie używałam może trzech cieni, a reszta zupełnie mi nie odpowiadała pod względem wykończenia. Były albo za brokatowe, albo zbyt perłowe. Rozstałam się z tą paletką bez żalu, ponieważ choć początkowo byłam nią zachwycona, to ostatecznie poczułam niedosyt i lekkie rozczarowanie. 
L`Oreal, Color Riche, La Palette Nude ♥ Rose
L`Oreal jako pierwszą wypuścił paletkę w odcieniach brazu. Podobała mi się bardzo, jednak ostatecznie, kiedy pojawiła się paletka nazwana Rose, zdecydowałam się na tą wersję kolorystyczną. Dostępna jest jeszcze trzecia paletka, Smoky, w szarościach, jednak to zupełnie nie moje kolory. Paletki cieni w cenie regularnej kosztują £15, jednak można je dorwać taniej na promocjach, i tak ja swoją kupiłam za £9.99.

Opakowanie jest plastikowe, lśniące i czarne. Eleganckie i solidnie wykonane. Ze złotymi napisami. Odbijają się na nim moje palce, więc co jakiś czas je myję i poleruję. Dodatkowo opakowanie jest zaopatrzone w całkiem spore lusterko  i pędzelko-aplikator, z czego pędzelek mi służy nieźle do podkreślania cieniami dolnej powieki. 
L`Oreal, Color Riche, La Palette Nude ♥ Rose
Rose, jak sama nazwa wskazuje, jest paletką cieni, której podstawowym bazowym kolorem jest odcień różu. Znajdziemy tutaj 10 cieni o małej gramaturze, ponieważ cała paletka zawiera ich w sumie 7g. Są tutaj 4 kolory matowe i 6 perłowych. Nie ma brokatowych czy z drobinkami.  Jest jeden jasny perłowy rozświetlający cień i matowa szarość, która sprawdza się u mnie w podkreślaniu brwi lub do wykonania kreski przy lini rzęs. Mamy tutaj też jeden cień "specjalny" - brzoskwiniowy róż ze złotą perłą, który na pierwszy rzut oka nie pasuje do paletki, ale przepięknie wygląda na całej powiece. Właściwie nic tutaj nie brakuje. Są cienie do wykonania lekkiego dziennego makijażu, jak i ciemniejsze, do mocniejszego makijażu na wieczór, jest cień rozświetlający, jest też matowy średni beż do rozcierania. Konsystencja cieni zależy od ich wykończenia. Matowe cienie są w miarę suche, natomiast perłowe są bardziej miękkie (przypominają konsystencje cieni z paletek Naked). Najbardziej miękki jest właśnie ten brzoskwiniowy róż, który potrafi się osypywać przy aplikacji na powiekę. Pigmentacja cieni jest bardzo dobra. Kolory są intensywne, jednak biorąc pod uwagę, że jest to paletka różowych i fioletowych odcieni nude, z kolorowymi makijażami tutaj nie zaszalejemy. Dla mnie kolory są wręcz idealnie skomponowane do mojego makijażu oka, jaki lubię na codzień. Nic szalonego. 
L`Oreal, Color Riche, La Palette Nude ♥ Rose
Oczywiście cienie nakładam na przygotowane wcześniej powieki. Nakładam bazę pod cienie i przypudrowuję całość. Na tak przygotowanej powiece cienie trzymają się cały dzień. Cienie bardzo świetnie się na powiekach rozprowadzają, pokrywając je równomiernie kolorem, bez prześwitów. Przyjemnie się też rozcierają i łączą ze sobą. 
L`Oreal, Color Riche, La Palette Nude ♥ Rose
Tutaj paletka w użyciu - moje dwa przykładowe dzienne makijaże. Pamiętajcie, że ja lubię mocniej podkreślać usta, dlatego moje makijaże oka są delikatne i cienie są nakładane dość oszczędnie. Generalnie cieniami można uzyskać mocniejsze kolory na powiekach. Paletka jest świetna, by wykonać lekki dzienny makijaż i mocno oko na wieczór. 

Pierwszy.
L`Oreal, Color Riche, La Palette Nude ♥ Rose
L`Oreal, Color Riche, La Palette Nude ♥ Rose
 I drugi.
L`Oreal, Color Riche, La Palette Nude ♥ Rose
L`Oreal, Color Riche, La Palette Nude ♥ Rose
Co myślicie o tej paletce cieni? Ja jestem nią zachwycona!
W przeciwieństwie do paletki Urban Decay Naked 3, paletka cieni L`Oreal Color Riche La Palette Nude w odcieniu Rose znalazła u mnie zastosowanie w całości. Każdy cień jest przeze mnie używany. Myślę też, że jeśli szukacie tańszego odpowiednika, lub czegoś podobnego kolorystycznie do paletki Naked 3, to paletka Rose od L`Oreal może być świetną propozycją i alternatywą.

Friday, 23 October 2015

Nip+Fab : Glycolic Fix Cleanser.

Do mojego ulubionego żelu do mycia twarzy Garnier : Skin Naturals, Pure Active 2in1 Make-Up Remover Purifying Gel wracam regularnie. Od czasu do czasu lubię jednak sięgnać po coś innego. W końcu jest tyle kosmetyków do przetestowania! Dlatego dla odmiany skusiłam się na produkt Nip+Fab Glycolic Fix Cleanser. Nigdy wczesniej nie miałam z komsetykami tej firmy doczynienia. 
Nip+Fab, Glycolic Fix Cleanser
Nip+Fab Glycolic Fix Cleanser zawiera w składzie 2% kwas glikolowy, który ma za zadanie delikatnie złuszczać naskórek, aminokwasy (zawarte w jabłkach) oczyszczać, a oliwa z oliwek ma nawilżać i wygładzać skórę. 

Żel jest zamknięty w plastkowej niebieskiej, lecz przeźroczystej butelce, mieszczącej 150ml produktu. Posiada ona aplikator otwierany przez wciśnięcie go z jednej strony. Jest to całkiem wygodne rozwiązanie i nie sprawia mi żadnego problemu. Sam żel jest bezbarwny i rewelacyjnie pachnie czerwonym grejpfrutem. Bardzo świerzo i przyjemnie. Do umycia twarzy wystarczy ilość w postaci groszku, ponieważ żel łącząc się z woda zaczyna się fajnie pienić i zwiększać swoją objętość. Jest dość mocno skoncentrowany, a przez to bardzo wydajny i mam wrażenie, że te 150ml to strasznie duża pojemność do zużycia. Żel rewelacyjnie oczyszcza skóre z wszelkich zanieczyszczeń. Zdarza mi się zmywać cały makijaż twarzy tym żelem, bez wcześniejszego użycia płynu micelarnego. Świetnie sobie radzi. Rozpuszcza wszystko: długotrwałe podkłady, korektory, róże itd. Ponieważ żel zawiera kwas glikolowy, omijam okolice oczu i nigdy nie próbowałam nim zmyć makijażu oka. Po zastosowaniu żelu cera jest oczyszczona. Czuję przyjemną świeżość. Jednocześnie nie mam uczucia ściągnięcia skóry, a skóra nie domaga sie natychmiastowego nawilżenia. Ten żel jest naprawdę bardzo przyjmny i skuteczny.
Czy zauważyłam jakieś działanie złuszczające? Cięzko powiedzieć. Żel Nip+Fab Glycolic Fix Cleanser używam jednocześnie z aktywną maską korygującą Bielenda, która ma również działanie złuszczające. Faktem jest jednak to, że odkąd używam tych produktów, nie mam w ogóle potrzeby stosowania pilingów mechanicznych. Więc myślę, że ten żel się w jakiś sposób do tego przyczynia. 

Żel kosztuje prawie £8 w cenie regularnej. Ja dorwałam go w promocji za nieco ponad £5.  Z działania kosmetyku jestem bardzo zadowolona i w przyszłości kupię ten żel ponownie. Pewnie zdecyduję się też wypróbować inne kosmetyki Nip+Fab, ponieważ są w ofercie odpowiednie do mojego typu cery.

Skład:
Aqua (Water/Eau), Sodium Lauroyl Methyl Isethionate, Cocamidopropyl Betaine, Glycolic Acid, PEG-150 Pentaerythrityl Tetrastearate, PEG-6 Caprylic/Capric Glycerides, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Sodium Hydroxide, Phenoxyethanol, Sodium Chloride, Benzyl Alcohol, Limonene, Parfum (Fragrance), Disodium EDTA, Hydroxypropyl Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Olive Oil PEG-7 Esters, Benzyl Benzoate, Dehydroacetic Acid, Geraniol


Tuesday, 20 October 2015

Essence : Liquid Lipstick ♥ 05 peach party.

Lubię produkty do ust Essence. Szczególnie z serii Longlasting, mam kilka swóich ulubionych odcieni, oraz słynne i lubiane konturówki do ust. Cena tych produktów również zachęca do zakupu, dlatego kiedy zobaczyłam w szafie Essence nowość, pomadki w płynie, wrzuciłam do koszyka z zakupami dwa odcienie. Pomadki kosztują £2.50 za sztukę i jest dostępnych w Anglii 6 odcieni (w Polsce, z tego co widzę na stronie internetowej Essence, tylko 4).  
Essence, Liquid Lipstick ♥  05 peach party
"Pomadka w płynie to 2w1. Innowacyjna formuła płynnej pomadki łączy w sobie to, co najlepsze w makijażu ust: krycie pomadki oraz połysk błyszczyka. opakowanie podkreśla dwoisty charakter produktu, a praktyczny aplikator sprawia, że nałożenie pomadki jest bardzo proste. Absolutnie znakomite!"

Dzisiaj chcę Wam zaprezentować tą, która zupełnie nie przypadła mi go gustu i chcę się jej po prostu pozbyć - odcień 05 peach party. Śliczny brzoskwiniowy bezdrobinkowy róż!
Essence, Liquid Lipstick ♥  05 peach party
Produkt, opisany przez producenta jako pomadka w płynie, jest po prostu błyszczykiem. Według mnie z pomadką nie ma on nic wspólnego. Opakowanie błyszczyka jest bardzo ładne, wzorowane na Dior Fluid Stick i Bourjois Velvet Matte. Powidziałabym nawet, że to połączenie obu tych opakowań. Aplikator jest bardzo przyjemny i wygodny, w postaci spłaszczonej z obu stron pacynki, która lekko ugina się pod przyciskiem do ust. Zapach błyszczyka jest dość intensywny, słodki i cukierkowy. Tak samo też błyszczyk smakuje, jak cukierek. Konsystencja jest gęsta i błyszczyk na ustach lekko klei się, ale nie jest to uczucie irytujące. Znam o wiele bardziej klejące produkty do ust. Mimo, że kolor wyglądą na intensywny (swatch na ręce), to na ustach wychodzi on bardziej transparentny. Nie jest to na pewno krycie, jakie może dać pomadka. 
Essence, Liquid Lipstick ♥  05 peach party
Niestety błyszczyk jest koszmarny w rozprowadzaniu. Rozprowadza się nierówno, robią się prześwity. Zbiera się na lini styku górnej i dolnej wargi. Wygląda to bardzo nieestetycznie. Nałożony w za dużej ilości (kiedy próbuję jakoś ten kolor na ustach wyrównać) zbiera się w zmarszczkach ust i tworzy się z tego nadmiaru produktu ciemniejsza obwódka wokól ust. Dawałam błyszczykowi kilka szans i za każdym razem poddawałam się i ścierałam go z ust. No nie potrafię go ładnie na usta zaaplikować i koniec. Z tego też powodu nie wiem jaka jest jego trałość na ustach i jak się ściera kolor. Wiem natomiast, że muszę się go pozbyć. Okropność! 05 peach party okazał się koszmarny, natomiast jego kolega w innym kolorze, jest jego zupełnym przeciwieństem. Ale o tym wkrótce.

Mac : Prep + Prime Transparent Finishing Powder / Pressed.



Moja cera bardzo przetłuszcza się w strefie T, dlatego dobry puder matujący to u mnie podstawa w makijażu. Wypróbowałam już kilka, i lepsze i gorsze, z różnej półki cenowej. Dzisiaj chcę Wam opowiedzieć  o Mac Prep + Prime Transparent Finishing Powder / Pressed.
Mac Prep + Prime Transparent Finishing Powder / Pressed
Na zdjęciu widzicie już moje drugie opakowanie tego pudru. Poprzednie, jeszcze w starej szacie graficznej (bez migoczących drobinek), wystarczyło mi na prawie półtorej roku używania (puste opakowanie wróciło do Mac w ramach akcji "Back To Mac"). Wydajność tego pudru jest jego bardzo mocną stroną!

A jak jest z innymi właściwościami? O tym zaraz się dowiecie.

Mac Prep + Prime Transparent Finishing Powder / Pressed
Opakowanie jest śliczne, błyszczące, efektowne, aż się chce wyciągać z kosmetyczki. Zawiera lusterko. Bardzo przydatny gadżet. Sam puder jest w opakowaniu koloru białego, jednak zaaplikowany na twarz staje się transparentny i zupełnie niewidoczny. Nie trzeba się obawiać "mąki" na twarzy. Konsystencja pudru jest w sam raz. Nie za miękka, i puder nie pyli przy nabieraniu na pędzel i przy aplikacji na twarz, oraz nie za twarda, by mieć problem z nabraniem go na pędzel. Rozprowadza się na twarzy równomiernie. Ja aplikuje go na strefę T. Staram sie nie muskać pędzlem skóry, tylko wcisnąć go w skórę zbitym pędzelkiem. W tym rejonie cera staje się natychmiast matowa, wygładzona, pory optycznie zmniejszone i ogólnie skóra wygląda na gładszą. Nie jest to jednak suche płaskie wykończenie. Puder zdecydowanie opóźnia przetłuszczanie się skóry. Błyszczenie się mojej skóry jest w miare opanowane. Nie jest to efekt całodobowy, ale wielogodzinny.

Bardzo lubię ten puder. Dlatego też kupiłam kolejne opakowanie. Jest zdecydowanie najlepszy spośród wszystkich pudrów matujących, jakie używałam, ale jednocześnie najdroższy. Biorąc jednak wydajność produktu i ładny efekt jaki daje, skuteczność, raz na półtorej roku mogę w niego zainwestować.

Kusi mnie teraz wypróbowanie Soap & Glory One Heck of a Blot, i z pewnością go wkrótce kupię, jednak wolę mieć coś pewnego w kosmetyczce, "na wypadek".


Znacie godne polecenia pudry typowo matujące? 

6.3g kosztuje £20.50

Monday, 19 October 2015

Avon : Planet Spa, Fantastically Firming Body Cream.

Bardzo lubię Avonową serię kosmetyków do pielęgnacji ciała Planet Spa. Generalnie mam bardzo dobre doświadczenia z tą serią, ale poczułam się rozczarowana działaniem bohaterem dzisiejszego posta - Regenerująco-ujędrniającego masła do ciała.
Avon, Planet Spa, Fantastically Firming Body Cream
Regenerująco-ujędrniające masło do ciała zawiera ekstrakt z kolumbijskiej kawy, który odżywia i nawilża skórę. Dzięki temu skóra staje się jędrna i bardziej elastyczna. Ponoć.
Avon, Planet Spa, Fantastically Firming Body Cream
Masło, jak się okazało, ma zwykłą, nudną, zupełnie nieciakwą dla mnie konsystencję byle jakiego taniego pseudo masła do ciała. Pachnie okropnie. Gdyby chociaż pachniał kawą. Nie. Capi jakąś zieleniną. Ciężko się wchłania, właściwie w ogóle. Pozostawia na skórze lepką warstewkę. Masło w ogóle nie nawilża mojej skóry. Nie jestem w stanie go używać codziennie, ponieważ muszę nawilżenie skóry wspomagać innymi produktami. Po zastosowaniu mogę śmiało przejechać paznokciem po skórze na kości piszczelowej, by zostawić w tym miejscu suchy, łuszczący się pasek skóry. Regeneracja i ujędrnianie? Przy braku odpowiedniego nawilżenia skóra elastyczna i jędrna nie będzie. Męczę ten produkt już kilka miesięcy, ale lada chwila dobije dna. Nigdy więcej się na niego nie skuszę. Ani na inne produkty z tej kawowej wersji. 

Dla odmiany teraz będę używać sprawdzonego masła do ciała The Body Shop :) 

Saturday, 17 October 2015

Bourjois : Air Mat Foundation ♥ 03 Light Beige.

Z podkładami Bourjois mam dobre doświadczenia. Bardzo je lubię, ponieważ bardzo dobrze moja cera z nimi współpracuje. Dlatego, kiedy przeczytałam informację o nowym podkładzie Bourjois Air Mat, pomyslałam, że to podkład idealny dla mnie i kupiłam go od razu, kiedy zobaczyłam w szafie Bourjois. Biorąc pod uwagę fakt, że podkłady Bourjois lubią zmieniać kolor po aplikacji na skórę, wybrałam tym razem odcień jaśniejszy niż wybrałabym normalnie - Light Beige, który, jak się okazało, jest okropnie na mojej skórze pomarańczowy!
Bourjois, Air Mat Foundation ♥ 03 Light Beige
Producent tak opsije swój produkt: "Podkład matujący Air Mat ma dawać na skórze niewidzialne matowe wykończenie, nieskazitelną cerę oraz utrzymywać się 24 godziny. Posiada filtr SPF 10. Z podkładem Air MAT niedoskonałości są niewidoczne, a cera wygląda pięknie. Cera jest przyjemnie matowa. Air MAT pozwala skórze oddychać i wygładza ją. Nie zatyka porów.
Niewidoczny, ale zmienia wszystko! Podkład Air MAT to innowacyjny produkt Bourjois, który idealnie wygładza niedoskonałości i wyrównuje koloryt cery, a przy tym pozwala oddychać skórze. Fluid jest niewidoczny, nie czuć go na skórze, a utrzymuje się do 24 godzin. Jego formuła wzbogacona jest w matujące pudry, zawierające cynk i krzem, dzięki czemu Air MAT pozostawia matową cerę bez efektu maski. Kobiety go kochają!"

Podkład zamknięty jest w poręcznej spłaszczonej tubce zakończonej wąskim dziubkiem. Konsystencja podkładu jest dość zbita, nie lejąca, a jednocześnie bez problemu wyślizguje się przez wąski dziubek. Podkład trzeba na twarzy natychmiast rozprowadzić równomiernie, ponieważ bardzo szybko zastyga. Daje na mojej tłustej cerze pudrowo silikonowe wykończenie. Generalnie po rozprowadzeniu Air Mat skóra jest od razu matowa, ale lubię ją przypudrować pudrem Mac Mineralize Skin Finish Natural, pudrem wypiekanym MUA lub perełkami Avon, które nie są pudrami matującymi, ale potrafią zneutralizować choć trochę te pomarańczowe tony podkładu.
Bourjois, Air Mat Foundation ♥ 03 Light Beige
Niestety podkład mnie totalnie rozczarował. Mimo, że aplikuję podkład dość oszczednie i dokładam go na skórę po troszku, na bieżąco, gdyż jak już wspomniałam, podkład szybko zastyga i ciężko go rozproadzić na skórze, to bardzo on na mojej skórze smuży. Próbowałam go aplikować na różne kremy, róznymi pędzlami, palcami oraz gąbeczką i zawsze to samo. Podkład w ogóle się z moją cerą nie stapia. Zostaje na niej, jak dodatkowa warstwa. Dodatkowo bardzo szybko zbiera się we wszelkch załamaniach skóry, bliznach, zmarszczkach. Wchodzi w pory i je bardzo podkreśla. Nie ma mowy o ładnym wygładzeniu niedoskonałości i wyrównaniu kolorytu skóry. Krycie jest naprawdę kiepskie, nawet jeśli próbuję je zbudować dokładając wiecej podkładu w konkretne miejsce. Podkład również przesusza mi skórę na czole, powodując, że zaczyna się łuszczyć i stają się widoczne odstające skórki. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że podkład się nieładnie na twarzy waży i tworzy plamy oraz prześwity.

Lipa moi drodzy. Dyszkę zapłaciłam za niego (£9.99), za tubkę 30ml. Spodziewałam się czegoś fajniejszego, a podkład do mojej tłustej cery się zupełnie nie nadaje. Moja cera jest zbyt niedoskonała, by sobie z nią poradził.

Friday, 16 October 2015

Gosh : Velvet Touch Lipstick Matt ♥ 002 Rose.

Nigdy specjalnie nie interesowałam się produktami do ust Gosh, ponieważ nic mnie wyjątkowo nie zachwyciło, a przez moje ręce przewinęło się kilka przeciętnych produktów. Do kupna pomadki matowej Velvet Touch namówiła mnie koleżanka mówiąc "nie pożałujesz". I miała rację ;) A poza tym, czy ja jestem osobą, która wzbrania się przed kupnem nowej pomadki?
Gosh, Velvet Touch Lipstick Matt ♥ 002 Rose
Producent tak opisuje swoją pomadkę :
"GOSH Velvet Touch Lipstick Matt delivers long lasting pure colour with a matt finish. This creamy Lipstick ensures an easy outlined application, delivers an even, and long lasting result with intense, pure matt colour pay-off. Velvet Touch Lipstick is enriched with natural waxes and hyaluronic acid to moisturise, hydrate, smooth and sooth lips as well as to promote a pleasant wearing comfort throughout the day.
• Matt finish
• Soft and creamy
• Long lasting with a pleasant wearing comfort
• Highly pigmented for intense colour pay off
• Natural waxes keep lips moist and soothed
• Hyaluronic acid keeps lips hydrated and smooth
• Paraben free"

Rose to oczywiście mój ulubiony i najbezpieczniejszy kolor pomadki. Średni chłodny róż dający na ustach efekt "my lips, but better".  
Gosh, Velvet Touch Lipstick Matt ♥ 002 Rose
Opakowanie pomadki jest przyjemne. Czarne, matowe, z lśniącym paskiem w środku na ktorym widnieje logo Gosh. Pomadka zamyka się na sprawnie działający zatrzask.

Pomadka ma kremową konsystencję, sunie po ustach przyjemnie. Jest bardzo napigmentowana i równomiernie pokrywa usta kolorem. Wykończenie nie jest suchym matem, znam bardziej matowe pomadki, jednak nie jest to z pewnością wykończenie lśniące. Coś pomiędzy matem a satyną. Jak już wiele razy wspominałam, moje usta nie są wymagające i problematyczne, więc i ta pomadka nie pogarsza ich stanu i nie wysusza. Pomadka na ustach jest bardzo przyjemna w noszeniu. Usta nie są ściągnięte i suche, wręcz przeciwnie. Czuję się z nią komfortowo. Trwałość pomadki jest wyśmienita, kilkugodzinna. Zapach pomadki jest przyjemny, nienachalny i umila aplikację. 
Gosh, Velvet Touch Lipstick Matt ♥ 002 Rose
Za pomadkę zapłaciłam £6.99 w cenie regularnej, więc do najtańszych nie należy, ale produkty Gosh można często dorwać w fajnej promocji. Do wyboru jest około 10 odcieni. 

Thursday, 15 October 2015

Avon : Top Coat ♥ Opalesce.

Dzisiaj mam dla Was szybki post o moim ulubionym ozdobnym lakierze od Avon, w kolorze Opalesce
Avon Top Coat ♥ Opalesce
Jest to lakier bezbarwny, w którym są zatopione kawałki opalizujące na srebrno, seledynowo, brzoskwiniowo i różowo. Top przepięknie wygląda na ciemnych lakierach. 
Avon Top Coat ♥ Opalesce
Tutaj na Barry M Speedy Quick Dry Nail Paint w kolorze Slip Stream.
Avon Top Coat ♥ Opalesce
Jak Wam się podoba?

Wednesday, 14 October 2015

Boots : Botanics, Ultra Calm Micellar 3 in 1 Cleansing Solution.

Po przyjemnym zużyciu płynu micelarnego Boots : Botanics All Bright Micellar 3 in 1 Cleansing Solution postanowiłam tym razem kupić inną wersję tego płynu i wybrałam go z serii Ultra Calm.
Boots : Botanics, Ultra Calm Micellar 3 in 1 Cleansing Solution
Producent tak opisuje swój produkt :
"This cleansing solution feels as gentle as water on the skin to dissolve make up, unclog pores and remove impurities. Skin feels soft, smooth and comforted in one easy step. A calming cleanser with no rinsing required for use on the face, eyes and lips. Marshmallow is nature’s soothing star. The roots are packed with natural sugars and polyphenols that work together to help leave skin less reactive and altogether calmer. Our beauty scientists have worked with the world experts in plant science at Royal Botanics Gardens, Kew (England), to bring you beautiful, plant-powered skin care that’s proven to work. Suitable for all skin types even those with very sensitive or dry skin. Alcohol, Soap and Fragrance free."

Tak jak w przypadku wersji All Bright, woda micelarna Ultra Calm jest zamknieta w lekkiej pastikowej butelce mieszczącej 250ml produktu. Wadą tej butelki również jest brak jakiegokolwiek dozownika. Mamy tutaj jedynie nakrętkę, pod którą znajduje się duży otwór. Mam nadzieję, że w przyszłości producent wprowadzi inne rozwiazanie, choć osobiście mi to aż tak bardzo nie przeszkadza. Woda jest zupełnie bezzapachowa.

Tutaj również działanie produktu jest wyśmienite. Świetnie radzi sobie ze zmyciem makijażu. Wystarczy przyłożyć nasiaknięty wodą wacik do powieki, odczekać chwilkę i zetrzeć rozpuszczony tusz do rzęs (nie wiem jakby się to sprawdziło przy wodoodpornym tuszu, ponieważ takiego nie posadam) oraz eyeliner. Zmycie długotrwalych podkładów to również nie problem. Niestety ta wersja powoduje u mnie szczypanie powiek, czego nie było przy wersji All Bright. Musiałam od razu przemywać oczy wodą. Co jest dziwne, ponieważ woda jest odpowiednia dla każdego rodzaju cery, nawet wrażliwej. Z tego powodu zużyłam płyn micelarny Ultra Clam jedynie do demakijażu twarzy. Z tego też powodu nie planuję kupna kolejnej buteleczki. Szkoda!
Boots : Botanics, Ultra Calm Micellar 3 in 1 Cleansing Solution






Tuesday, 13 October 2015

Mac : Cremesheen Lipstick ♥ Modesty.

Pewnie macie już dość różowych i koralowych pomadek Mac, którymi Was ostatnio zasypywałam. Dlatego dzisiaj mam dla Was jesienną propozycję.
Mac Lipstick ♥ Modesty
Pomadka Mac w odcieniu Modesty ma wykończenie Cremesheen. Mac Modesty opisuje jako "przytłumiony, neutralny róż". 
Mac Lipstick ♥ Modesty
Moim zdaniem jest to średni beż, który w zależności od koloru naszych ust, wychodzi bardziej różówy lub beżowy (na moich ustach wygląda inaczej niż na ustach mojej mamy). Wykończenie Cremesheen daje nam na ustach kremowe wykończenie z lekkim połyskiem. Modesty jest bardzo dobrze napigmentowana i równomiernie pokrywa usta kolorem. Trwa na moich ustach około 3 godziny, po czym zaczyna równomiernie zanikać. Pomadka, tak jak każda inna Mac, nie wysusza moich ust i jest bardzo komfortowa w noszeniu. Usta są miękkie i nawilżone.
Mac Lipstick ♥ Modesty
Tak się prezentuje na ustach. Modesty to przyjemny bezpieczny kolor. Na moich ustach przemienia się w różowy mauve.




Monday, 12 October 2015

Mac : Veluxe A Trois, Veluxe Pearlfushion Shadow ♥ Claretluxe.

Mac, Veluxe A Trois, Veluxe Pearlfushion Shadow ♥ Claretluxe
Bohaterem dzisiejszego posta jest potrójny cień Mac Veluxe A Trois z kolekcji Veluxe Pearlfushion Shadow, tym razem w odcieniu  Claretluxe. Dostałam go od mamy :)  Jest to moja druga paletka z tej serii. Pierwszą, w odcieniu Fabulous Three możecie zobaczyć tutaj.
Mac, Veluxe A Trois, Veluxe Pearlfushion Shadow ♥ Claretluxe
Claretluxe posiada trzy odcienie cieni : jasny perłowy róż, ceglany róż oraz fiolet. Wszystkie odcienie są perłowe. 
Mac, Veluxe A Trois, Veluxe Pearlfushion Shadow ♥ Claretluxe
Cienie są dosyć miękkie i potrafią się osypywać przy aplikacji. Blendują się jednak nieziemsko. Kolory są mega intensywne i napigmentowane. Dla mnie do dziennego makijażu oka nawet za bardzo, więc staram się je dobrze rozetrzeć matowym beżowym cieniem, żeby trochę straciły na intensywności. Aplikuję je oczywiście na przypudrowaną bazę pod cienie, i na takim "podkładzie" makijaż oka wytrzymuje idealnie cały dzień. 

Tak wygląda mój dzienny makijaż przy użyciu wszystkich trzech odcieni. Do roztarcia używam matowego beżowego cienia. (przy okazji możecie zauważyć, że znowu robią mi się luki między rzęsami - od jakiś dwóch tygodni nie używam już odżywki Eveline, która mi się po prostu skończyła)
Mac, Veluxe A Trois, Veluxe Pearlfushion Shadow ♥ Claretluxe
Tutaj oba cienie z tej serii : Fabulous Three oraz Claretluxe. Claretluxe jest zdecydowanie mocniejszą kolorystycznie paletką, jednak oba cienie lubię i z przyjemnością używam.
Mac, Veluxe A Trois, Veluxe Pearlfushion Shadow ♥ Claretluxe & Fabulour Three
Czy któryś zestaw cieni przypadł Wam do gustu? Czy nie lubicie perłowych cieni? :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...