Monday, 24 April 2017

Nowości kwietnia.

Witam Was wszystkie bardzo serdecznie po krótkiej przerwie i zapraszam na post z moimi nowościami kwietnia. Jak zwykle jest tutaj trochę pielęgnacji i sporo błyskotek. Miłej lektury :)
Nowości kwietnia
Zaczynając od pielęgnacji, to prosto z Polski przybyły do mnie dwa produkty Mincer  z serii Vita C Infusion : olejkowe serum oraz peeling do twarzy. Dodatkowo bardzo chciałam wyprobować arganowy krem pod oczy Nacomi. Wszystkie trzy produkty dostałam od braciszka na Zajączka, ale na razie czekają na swoją kolej by je otworzyć.
Nowości kwietnia
Nowości kwietnia
Od Kingi również przyszła do mnie paczuszka na Zajączka. W środku znalazłam (oczywiście oprócz ślicznej kartki z życzeniami wielkanocnymi) serum złuszczające marki Bielenda, które zawiera mieszankę 45% kwasu szikimowego, laktobionowego oraz mlekowego! Jest to profesjonalna seria a ja jestem już po pierwszym zabiegu :) Próbka maski algowej również Bielenda jeszcze jest niewykorzystana. Naturalne mydełko Verbena zużyłam już na wyjeżdzie. Dziękuję kochana :*
Nowości kwietnia
Mój olej do demakijażu Nacomi dobija końca i postanowiłam tym razem wypróbować olejek marki Vianek. Ma on o wiele lżejszą konsystencję, ale do zmycia go z twarzy również jest potrzebna ściereczka.
Nowości kwietnia
Dwie nowości Rimmel. Olejek do ust jest dostępny w trzech wariantach smakowych / zapachowych i muszę przyznać, że jeśli chodzi o drogeryjne olejki do ust, to ten jest naprawdę fajny. Bardzo przypomina olejek do ust marki Gosh, ale jest sporo tańszy. Niestety nie znalazłam nigdzie składu i nie wiem, czy ma w składzie parafinę, ale mam inne parafinowe olejki do ust i ten od Rimmel jest zupełnie inny w działaniu i czuciu na ustach. Natomiast puder do brwi okazał się zbyt rudy, a aplikator nieporęczny. Zdecydowanie lepszy jest puder do brwi marki Collection!
Nowości kwietnia
Dawno nie kupywałam lakierów do paznokci, ponieważ mam ich sporo i postanowiłam ich trochę pozużywać. Jednak gdy zobaczyłam nową serię lakierów w szafie Essence, to nie mogłam przejść obok nich obojętnie. Z 6 dostępnych odcieni wybrałam aż 4! Natomiast wysuszający lakiery top coat z Sally Hansen to mój must have.
Nowości kwietnia
Nowości kwietnia
Koło nowej wiosennej kolekcji Zoeva, Sweet Glamour, również nie mogłam przejść obojętnie. Zamówiłam obie palety: cieni oraz róży z rozświetlaczem. Ta kolorowa pastelowa paleta cieni świetnie uzupełnia wszystkie "nudne nudziakowe" palety cieni jakie mam. To coś zupełnie innego. Trochę się obawiałam, że kolory będą na powiekach wyglądać na rozbielone i stapiać ze sobą w jedną plamę. Nic takiego się nie dzieje. Kolory mają świetna pigmentację i są naprawdę patelowe! Natomiast paleta róży również nie rozczarowała mnie jakością. Niedługo o obu paletach pojawi się wiecej na moim blogu.
Nowości kwietnia
Nowości kwietnia
Nowości kwietnia
Na kolekcję Jeffree Star we wspólpracy z Manny Mua czekałam odkąd zobaczyłam pierwsze zapowiedzi. Pomadki matowe Jeffree Star od dawna należą do moich ulubieńców, a jeden rozświetlacz który posiadam, w odcieniu Peach Goddes jest po prostu przepiękny! Wprawdzie żaden z tych panów nie należy do moich youtubowych ulubieńców i nie zaglądam na ich kanaly youtube, ale produkty z ich kolekcji bardzo mnie zainteresowały. Skusiłam się na cały zestaw : rozświetlacz w odcieniu Eclipse, oraz dwie pomadki w odcieniu Daddy oraz I`m Shook. Wszystkie trzy mają naprawdę kolory do użytku, nic dziwnego czy nachalnego. Ja jestem zakochana! I tak, widzicie dwie sztuki rozświetlacza i niedługo się dowiecie dla kogo jest druga sztuka :)
Nowości kwietnia
Nowości kwietnia
W Macu natomiast pojawiła się nowa seria róży do policzków. Seria Extra Dimension Blush weszła do stałej sprzedaży i ma po prostu przecudowne róże! Planowałam kupno jednego, a skończyło się na trzech. Będzie jeszcze jeden...
Nowości kwietnia
Nowości kwietnia
To wszystko w kwietniu. Dajcie znać czy wpadło Wam coś w oko. Ja wyczekuję Waszych nowości, jestem ciekawa czy skorzystałyście z drogeryjnych promocji :)


Tuesday, 18 April 2017

Mac : Pro Longwear Paintpot ♥ Stormy Pink & Painterly.

Mac, Pro Longwear Paintpot ♥ Stormy Pink & Painterly
Macowe cienie w kremie z serii Paint Pot kusiły mnie od bardzo dawna. Naczytałam się o nich, naoglądałam i jako wielka fanka produktów Mac, musiałam je wypróbować. W moje ręce trafiły dwa odcienie : Painterly ze sprzedaży regularnej oraz limitowany Stormy Pink.
Mac, Pro Longwear Paintpot ♥ Stormy Pink & Painterly

Sam producen deklaruje, że Paint Poty to wysoko napigmentowany kremowy cień do powiek, który schnąc nabiera intensywnego, wibrującego wykończenia. Długo utrzymuje się na powiekach, doskonale kryje, nie obciąża i nie tworzy grudek. Gładko rozprowadza się na powiekach. Kremowa konsystencja nadaje się do mieszania z cieniami i konturówkami M·A·C. Cień Paint Pot według internetowych opinii może też być świetną bazą przedłużającą trwałość cieni na powiekach. 
Mac, Pro Longwear Paintpot ♥ Stormy Pink & Painterly
Opakowanie to szklany okrągły odkręcany słoiczek. Konsystencja obu cieni jest przyjemnie kremowa i kryjąca. Kolor na powiekach rozprowadza się równomiernie bez prześwitów. Po aplikacji na powiekę cienie zastygają i teoretycznie powinny być nie do ruszenia. Moje powieki są jednak bardzo opadające, z wiekiem coraz bardziej. Do tego są oleiste. Bez dobrej bazy pod cienie mój makijaż oczu po prostu się roluje i zbiera już po chwili od wykonania makijażu. Niestety Paint Poty u mnie się bardzo szybko rolują i zbierają w załamaniu powieki. Próbowałam różnych sposobów aplikacji i niestety ... Z tego też powodu nie są dla mnie produktami, które mogłyby mi zastąpić bazę pod cienie. Jeśli chcę użyć Paint Potów to muszę pod nie zaaplikować bazę pod cienie! Wtedy trzymają się powieki bez zarzutu aż do demakijażu.
Mac, Pro Longwear Paintpot ♥ Stormy Pink & Painterly
Paint Poty okazały się jednak bardzo pomocne, kiedy wykonuję makijaż pigmentami, cieniami foliowymi czy duochromami. Aplikuję bazę pod cienie, na nią wybrany Paint Pot, na który nakładam pigment, duochrom czy cień foliowy jeszcze zanim Paint Pot zaschnie. Paint Pot stanowi wtedy świetną bazę, do której wymienione produkty przyklejają się i razem z nią zasychają na powiece. 
Mac, Pro Longwear Paintpot ♥ Stormy Pink & Painterly
Mac, Pro Longwear Paintpot ♥ Stormy Pink & Painterly
Dodatkowo oba Paint Poty bardzo podbijają kolory cieni do powiek, a z pigemntów wydobywają to co najlepsze i sprawiają, że efekt duochromu na powiekach jest jeszcze bardziej intensywny i widoczny.  Żadna baza pod cienie nie daje mi takiego efektu z połączeniem z pigmentami czy duochromami. 
Mac, Pro Longwear Paintpot ♥ Stormy Pink & Painterly
Podsumowując Paint Poty mogę śmiało powiedzieć, że jestem z nich zadowolona. U mnie jednak znajdują zastosowanie jedynie wraz z pigmentami, duochromami i cieniami foliowymi. I to pod warunkiem, że pod Paint Pot użuję bazy pod cienie. Bez niej wszystko na powiekach mi się zroluje. 

Nie wiem jednak czy skuszę się na Paint Poty ponownie, ponieważ mogę je śmiało zastąpić Color Tattoo od Maybelline. Równie dobrze trzyma na powiece pigmenty, duochromy i cienie foliowe, a jest kilkukrotnie tańszy. 

Znacie Macowe Paint Poty? Sprawdzają się u Was jako baza pod cienie?

Monday, 10 April 2017

Makeup Geek : Duochrome Highlighter ♥ Psychedelic.

Moja przygoda z rozświetlaczami marki Makeup Geek zaczęła się od palety trzech rozswietlaczy, która powstała w ramach współpracy marki z youtuberką Kathleen Lights. Nigdy wcześniej o tej dziewczynie nie słyszałam, ale paleta rozświetlaczy bardzo mi się spodobała i sobie ją zamówiłam. Rozświetlacze okazały się świetne i gdy tylko Makeup Geek wprowadził do sprzedaży standardowe rozświetlacze na stałe, wiedziałam, że muszę je wypróbować. Szczególnie byłam zainteresowana serią "duochrome", ponieważ była to totalna nowość na rynku. Wybrałam odcień Psychedelic, który jest przez markę rekomendowany do średniej karnacji. 
Makeup Geek, Duochrome Highlighter ♥ Psychedelic
Rozświetlacz oryginalnie był zapakowany w kartonik. Opakowanie to lśniąca kwadratowa puderniczka z lusterkiem w środku. Na wieczku opakowania widnieje logo MG. Schludnie i elegancko. 
Makeup Geek, Duochrome Highlighter ♥ Psychedelic
Rozświetlacz ma bardzo ładne geometryczne tłoczenie. I jest on kolory białego! Zapewne zastanawiacie się, jak ta biel ma się do średniej karnacji :)
Makeup Geek, Duochrome Highlighter ♥ Psychedelic
Otóż rozświetlacz roztarty na skórze w ogóle nie bieli. Zamienia się on w cudowny różowo złoty brzoskwiniowy blask. W zależności od kąta padania światła.  Konsystencja rozświetlacza jest z tych lekko wilgotnych. Rozświetlacz nabierany na pędzel nie pyli, rozprowadza się i rozciera na skórze bajecznie. Praca z tym rozświetlaczem to sama przyjemność! Rozświetlacz jest bardzo drobno zmielony i pozostawia na skórze taflę blasku. 
Makeup Geek, Duochrome Highlighter ♥ Psychedelic
Efekt na skórze jest faktycznie duochromem. Jest nietuzinkowy, ale jednocześnie nie nachalny. Przyznam szczerze, że zdjęcia efektu duochrom nie są w pełni pokazać. Musicie mi wierzyć na słowo :)
Makeup Geek, Duochrome Highlighter ♥ Psychedelic
Makeup Geek, Duochrome Highlighter ♥ Psychedelic
Trwałość rozświetlacza jest świetna. Od aplikacji do demakijażu efekt lśniącej tafli trzyma się w miejscu, gdzie rozświetlacz został zaaplikowany. Natomiast wydajność to jego kolejna zaleta, ponieważ pigmentacja rozświetlacza jest świetna i wystarczy odrobinka na pędzlu by podkreślić wybrane miejsca twarzy.
Makeup Geek, Duochrome Highlighter ♥ Psychedelic
Tutaj w porównaniu do rozświetlacza Dior oraz Becca.
Makeup Geek, Duochrome Highlighter ♥ Psychedelic
Makeup Geek, Duochrome Highlighter ♥ Psychedelic
Świetny rozświetlacz, naprawdę godny polecenia. Jeśli chodzi o inny rozświetlacz duochrom, to mogę Wam jeszcze polecić Macowy z serii Extra Dimension Skinfinish. Ja mam w odcieniu Beaming Blush i jest równie fantastyczny jak ten Makeup Geek, ale łatwiej dostępny :)

Friday, 7 April 2017

Benefit : It`s Potent! Eye Cream.

Od bardzo bardzo dawna miałam ochotę wypróbować krem pod oczy Benefit z serii It`s Potent!. I choć kupiłam do już jakiś czas temu, to dopiero od dwóch miesięcy stosuję go w porannej pielęgnacji. 
Benefit, It`s Potent! Eye Cream
Zamiast pełnowymiarowego opakowania kremu, które kosztuje £28 i ma gramaturę 14.2g, ja skusiłam się na cztery miniatury 3g każda w cenie £15 (4 mini za £15), co zdecydowanie bardziej się opłaca!
Benefit, It`s Potent! Eye Cream
Według producenta krem pod oczy It`s Potent to "produkt rozświetlający i tuszujący cienie pod oczami. 

Zapomnij o kofeinie, masz krem pod oczy!
Twoje oczy nie potrafią zachować milczenia... jako pierwsze odczuwają negatywne skutki upływającego czasu i wpływ stresu. Krem pod oczy it's potent! wygładza linie i drobne zmarszczki, aby spojrzenie odzyskało swój blask i młodzieńczy wygląd. Zawiera kompleks peptydów, który poprawia elastyczność i jędrność skóry oraz mieszankę nawilżających ekstraktów roślinnych i wyciąg z Neśplika Japońskiego, które chronią skórę przed działaniem wolnych rodników.
  • Działa nawilżająco 
  • Doskonały pod korektor 
  • Idealny do codziennego stosowania"
Benefit, It`s Potent! Eye Cream

Opakowanie miniturki to po prostu mniejsze opakowanie pełnowymiarowego produktu. Szklany odkręcany słoiczek. Oryginalnie każda miniaturka była zapakowana w kartonik. Muszę przyznać, że te miniaturki wyglądają naprawdę uroczo i są bardzo praktyczne w podróży. No dobrze, a co z działaniem kremu, ponieważ to nas najbardziej interesuje?
Benefit, It`s Potent! Eye Cream
Krem ma dość lekką konsystencję, co zapaliło w mojej głowie czerwoną lampkę, ponieważ preferuję treściwe kremy pod oczy typu masełka czy balsamy, i zwyczajnie obstawiłam, że krem nie będzie sobie radził dobrze z nawilżeniem mojej skóry pod oczami. Krem zaczęłam stosować jedynie na dzień, na noc nadal stosuję balsam pod oczy Kiehl`s z serii Rosa Arctica (on jest tak niesamowicie wydajny, 5 miesiąc go już mam!). Okazało się jednak, że krem pod oczy It`s Potent świetnie sobie radzi z nawilżaniem i pielęgnacją mojej skóry. Bardzo szybko się wchłania, nie pozostawia żadnej tłustej warstwy, stanowi świetną bazę pod korektory.  
Benefit, It`s Potent! Eye Cream
Nie zauważyłam, żeby krem wygładził moje linie pod oczami, ale na pewno odpowiednio skórę w ciągu dnia nawilża, ponieważ nie pojawiają się nowe, dodatkowe linie, jak wtedy, kiedy moja skóra pod oczami jest przesuszona. 
Benefit, It`s Potent! Eye Cream
Czy rzeczywiście krem jest rozświetlający i tuszujący cienie pod oczami? Krem nie zawiera żadnych rozświetlających drobinek, jak np krem pod oczy Origins z serii GinZing, ale przez swoje właściwości pielęgnacyjne sprawia, że skóra pod oczami jest zadbana i nawilżona. Natomiast od tuszowania cieni pod oczami są korektory. Nie zauważyłam żeby krem w jakiś sposób redukował opuchliznę i worki, ale producent tego nie obiecuje i w tym celu stosuję inne produkty.
Benefit, It`s Potent! Eye Cream
Podsumowując uważam, że krem pod oczy Benefit z serii It`s Potent jest bardzo dobrym kremem na dzień. Świetnie sobie radzi z nawilżeniem i pielęgnacją skóry. Nie podrażnia, nie uczula i stanowi świetną bazę pod korektor. Mam skończone 35 lat  i staram się wybierać już bardziej treściwe i konkretne kremy pod oczy, ale zdecydowanie widzę pozytywne działanie tego lekkiego kremu na moją skórę i myślę, że krem jest warty polecenia.  Z chęcią wrócę do kremu w przyszłości, ale obecnie mam listę kremów pod oczy do wypróbowania i chcę się na niej skupić. Słoiczek jednej miniaturki 3g wystarczył mi na prawie dwa miesiące codziennego stosowania na dzień, a mam do zużycia jeszcze trzy. Wydajność kremu jest zdecydowanie na plus.


Skład:
Aqua (Water), Ethylene/Acrylic Acid Copolymer, Butylene Glycol, Glycerin, Propylene Glycol Dicaprylate/Dicaprate, Squalane, Caprylic/Capric Triglyceride, Steareth21, Linum Usitatissimum (Linseed) Seed Extract, Phenoxyethanol, Stearalkonium Hectorite, Cetyl Alcohol, Stearyl Alcohol, Hexyldecanol, Steareth2, Glyceryl Hydroxystearate, Sodium Polyacrylate, Alcohol, Caprylyl Glycol, Palmitic Acid, Stearic Acid, Dimethicone, Propylene Carbonate, Tocopheryl Acetate, Avena Sativa (Oat) Kernel Extract, Althaea Officinalis Root Extract, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Fruit Extract, Hesperidin Methyl Chalcone, Glyceryl Acrylate/Acrylic Acid Copolymer, Acrylates/C1030 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Tetrasodium EDTA, Steareth20, Tromethamine, CI 77891 (Titanium Dioxide), Sodium Hyaluronate, Theobroma Cacao (Cocoa) Extract, Pyrus Malus (Apple) Fruit Extract, Sanguisorba Officinalis Root Extract, Brassica Campestris (Rapeseed) Sterols, Xanthan Gum, Sodium Citrate, Potassium Sorbate, Chlorphenesin, Caprylic/Capric/Succinic Triglyceride, Dipeptide2, Tocopherol, Citric Acid, Eriobotrya Japonica Leaf Extract, Palmitoyl Tetrapeptide7, Plankton Extract. N° 06345/A

Wednesday, 5 April 2017

Mac : Matte Lipstick ♥ Really Me.

Mac, Matte Lipstick ♥ Really Me
Czy wiecie, że standardowe pomadki Mac są już dostępne w ponad 200 odcieniach? Dodatkowo pojawiają się jeszcze odcienie limitowane oraz co jakiś czas Mac wprowadza nowe odcienie pomadek do stałej sprzedaży. Naprawdę jest w czym wybierać jeśli chodzi o kolory pomadek oraz ich wykończenia. Ja sama właśnie z tego powodu, nigdy nie mam tych pomadek dość i ciągle chcę więcej. Dosyć niedawno moją uwagę zwróciła matowa pomadka w odcieniu Really Me. Jeśli macie ochotę dowiedzieć się czegoś wiecej na jej temat, ponieważ nie jest to łatwy kolor, to zapraszam do dalszej części posta.
Mac, Matte Lipstick ♥ Really Me
Really Me producent opisuje jako zgaszony neutralny róż. Ja Really Me swatchowałam w Macu na dłoni, nie odważyłabym się testera nałożyć na usta. Kolor na dłoni wyglądał na ładny różowy nudziak, tak jak opisuje producent. Kiedy jednak w domu zaaplikowałam moją pomadkę na ustach, okazało się, że kolor wychodzi bardzo rozbielony, chłodny i szary. Daleko mu do różowego nudziaka. Poczułam się bardzo rozczarowana i rzuciłam pomadkę w kąt.
Mac, Matte Lipstick ♥ Really Me
Musiałam jednak dać jej szansę, nie lubię jak mi się pomadki marnują. Postanowiłam spróbować ją zaaplikować z różową konturówką albo ciemniejszą pomadką. Okazuje się jednak, że pomadka wygląda na ustach rewelacyjnie, pod warunkiem, że mam na twarzy wykonany już makijaż! Wcześniej testowałam ją na ustach nie mając na twarzy zupełnie nic, co sprawiło, że szary odcień pomadki jeszcze bardziej mnie rozmył i wyglądałam jeszcze bardziej nijak.
Mac, Matte Lipstick ♥ Really Me
Really Me wygląda na ustach cudnie przy wyrównanej podkładem cerze, podkreślonych oczach, brwiach i policzkach! Nabiera wyrazistości, ukazuje swoje różowe tony. Za każdym razem kiedy mam ją na ustach, dostaję pytania, co to za pomadka!
Mac, Matte Lipstick ♥ Really Me
Pomadka ma świetne właściwości. Bardzo dobra pigmenatcja sprawia, że kolor na ustach rozprowadza się równomiernie, bez prześwitów i generalnie jest bardzo łatwa w aplikacji. Ponieważ jest to pomadka o wykończeniu matowym, to jej trwałość na moich ustach jest kilkugodzinna. Pomadka bardzo ładnie i dyskretnie też z ust się ściera, więc nie trzeba jej w ogóle kontrolować.
Mac, Matte Lipstick ♥ Really Me
Tutaj Really Me w połaczeniu z konturówką Inglot numer 74 i Clinique Plum Pop.
Mac, Matte Lipstick ♥ Really Me
Mac, Matte Lipstick ♥ Really Me
Mac, Matte Lipstick ♥ Really Me
Mac, Matte Lipstick ♥ Really Me
Oraz w porównaniu do innych pomadek Mac.
Mac, Matte Lipstick ♥ Really Me
Mac, Matte Lipstick ♥ Really Me
Czy jestem zadowolona z tej pomadki? Zdecydowanie! Zdaję sobie sprawę, że nie jest to odcień dla każdego i też nie każdemu musi się podobać. Jej kolor jest też wymagający, ponieważ cały jej urok widać jedynie przy pełnym makijażu twarzy. Ja jestem na tak i choć poczułam się przy pierwszym użyciu bardzo rozczarowana, to teraz nie mogę się tym kolorem nacieszyć :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...