Tuesday, 25 July 2017

Too Faced : Matte Chocolate Chip Eye Shadow Palette.

Paletę cieni Chocolate Chip kupiłam z myślą o wakacyjnych wyjazdach. Zazwyczaj zabieram ze sobą niezawodne palety : Urban Decay Naked Basic oraz Basic 2. Trochę mi się one znudziły, ponieważ towarzyszą mi od kilku lat, więc postanowiłam poszukać czegoś innego, choć w podobnych kolorach. Tak zatem trafiłam na paletę cieni Chocolate Chip marki Too Faced. Była jeszcze wersja w białym opakowaniu, ale kolory aż tak bardzo mnie nie wołały. 
Too Faced, Matte Chocolate Chip  Eye Shadow Palette
Paleta Chocolate Chip to miniaturka standardowych palet tej marki. Tutaj dla odmiany opakowanie jest plastikowe a cienie mają malutką gramaturę. Każdy cień ma jedynie 0.5g, a największy 1.5g. Paleta pachnie czekoladowo, a wszystkie cienie mają matowe wykończenie. Znajdziemy tutaj właściwie wszystkie odcienie do wykonania większości makijaży, więc dla mnie ta paleta jest kompletna i nie muszę się wspomagać innymi cieniami. Paleta jest dodatkowo wyposażona w lusterko. 
Too Faced, Matte Chocolate Chip  Eye Shadow Palette
Paleta zawiera w sumie 11 cieni. Mamy tutaj cień bazowy o wiekszej gramaturze, a pozostałe to beże, brązy, róże a nawet ciemna zieleń i fiolet. Całość wypada kolorystycznie dosyć chłodno. 
Too Faced, Matte Chocolate Chip  Eye Shadow Palette
Too Faced, Matte Chocolate Chip  Eye Shadow Palette
Too Faced, Matte Chocolate Chip  Eye Shadow Palette
Każdy cień posiada swoją nazwę. Nazwy cieni znajdują się na spodzie opakowania.
Too Faced, Matte Chocolate Chip  Eye Shadow Palette
Jeśli chodzi o właściwości cieni to nie mam zastrzeżeń. Są dobrze napigmentowane, dobrze się na powiece rozcierają i ładnie łączą ze sobą nie zlewajac się w jedną plamę. 
Too Faced, Matte Chocolate Chip  Eye Shadow Palette
Cienie mają dość suchą konsystencję, typową dla matowych cieni z palet tej marki i lekko się osypuja. Ich trwałość na bazie jest całodzienna. 
Too Faced, Matte Chocolate Chip  Eye Shadow Palette
Jestem bardzo zadowolona z tej palety. Niestety jej pojemność jest miniaturowa i dla większości z Was pewnie bedzie to wadą, ponieważ w takiej cenie można mieć spokojnie dwie, trzy palety cieni innej marki. Mi jednak jej gramatura odpowiada. Dokładnie mi o coś takiego chodziło. Paleta jest lekka, malutka i ma wszystko co mi się może przydać. Dodatkowo pachnie obłędnie czekoladą, co bardzo umila jej stosowanie. Wyglada również uroczo i aż chce się ją pakować do wyjazdowej kosmetyczki. 
Too Faced, Matte Chocolate Chip  Eye Shadow Palette
Paleta Chocloate Chip była limitowanką i kosztowała $25. Nie jest niezbędna, ale cieszę się z jej posiadania.

Monday, 24 July 2017

Bobbi Brown : Extra Eye Repair Cream.

Zapraszam Was dzisiaj na post o dość popularnym kremie pod oczy marki Bobbi Brown, który od dawna chciałam wypróbować. Mój poprzedni krem pod oczy, marki Kiehls, sprawdzał się wyśmienicie, ale ponieważ mam potrzebę testowania różnych i nowych produktów, to postanowiłam zainwestować w krem Bobbi Brown  Extra Eye Repair Cream i przekonać się na własnej skórze pod oczami, o co tyle zachodu. Krem udało mi się zakupić z 15% zniżką.
Bobbi Brown, Extra Eye Repair Cream
"Ten bogaty, skoncentrowany krem wyraźnie ożywia okolicę oczu, dzięki czemu wyglądasz na bardzo wypoczętą. Jeden z bestsellerów Bobbi. Formuła zawiera peptydy, naturalne olejki roślinne i substancje nawilżające, które zwalczają drobne linie, zmarszczki, cienie pod oczami i opuchnięcia, jak również zapobiegają przesuszeniu." - tak brzmi opis kremu na polskiej stronie internetowej Bobbi Brown.  
Bobbi Brown, Extra Eye Repair Cream
Opakowanie, to szklany słoiczek, który oryginalnie był zapakowany w kartonik. Szklany słoiczek jest dużych rozmiarów, jakby mieścił o wiele więcej kremu w sobie, a znajdziemy w nim tradycyjne 15ml produktu. Szklany słoiczek jest zupełnie niewygodny w podróży, jest za ciężki i za duży.
Bobbi Brown, Extra Eye Repair Cream
W środku słoiczka znajdziemy bardzo gęsta, zbitą, treściwą białą maź. Zdecydownaie nie jest to kremowy produkt. Nawet trochę mi przypomina balsam pod oczy Kiehl`s. Rozprowadza się on na skórze bez problemu i dość szybko wchłania. Ja używam go głównie na noc, ale na dzień też zdarza mi się go zaaplikować. Wtedy stanowi świetną bazę pod makijaż. Krem jest zdecydowanie wydajny i wystarczy mi na wiele miesięcy stosowania. Tego jestem pewna. Krem należy zużyć w 6 miesięcy od otwarcia.
Bobbi Brown, Extra Eye Repair Cream
Jeśli chodzi o działanie kremu to jestem zachwycona. Jest to zdecydowanie obok balsamu pod oczy marki Kiehl`s najlepszy krem jaki miałam okazję używać. Krem świetnie nawilża i pielęgnuje moją skórę pod oczami, przez co linie i zmarszczki wydają się mniej widoczne i bardziej płytkie. Nie zauważyłam, żeby produkt jakoś specjalnie wpłynął na redukcję moich opuchnięć i zasinień, ale na opuchnięcia stosuję regularnie inne produkty pod oczy. Moja skóra pod oczami jest miękka i sprężysta i wygląda na zadbaną. Krem daje rewelacyjne ukojenie suchej skórze.
Bobbi Brown, Extra Eye Repair Cream
Ale, ale... Na drugim miejscu w składzie co mamy? Parafinkę... Serio?  Krem pod oczy za prawie £50. Po moich ostatnich przygodach z parafinową maską Ziai miałam lekkie obawy, czy w ogóle zacząć stosować ten krem. Moja wina, ponieważ nigdy wcześniej nie zwróciłam uwagi na skład tego kremu, i gdybym wiedziała o parafinie, raczej nie kupiłabym go. Zwyczajnie dlatego, że na przykład taki balsam pod oczy Kiehls jest naprawdę świetny i ma o wiele lepszy skład. Extra Eye Repair Creme ma naprawdę długi skład, ale ta mikstura różności okazuje się być bardzo skuteczna. Bardzo! Na szczęście krem nie wywołuje na mojej skórze wysypu krostek i nie zapycha mnie, więc biorąc uwagę jego skuteczność, to używam go z przyjemnością.
Bobbi Brown, Extra Eye Repair Cream
Chociaż jeste bardzo zadowolona z działania tego kremu pod oczy i efektów, to prawdopodobnie w przyszłości do niego nie wrócę. Potraktuję go jako jednorazową przygodę i raczej swoje kroki ponownie skieruję w stonę Kiehl`s i balsamu pod oczy tej marki.

Thursday, 20 July 2017

Golden Rose : Holographic Nail Colour ♥ 05.

Oj, jak dawno na moim blogu nie było lakieru do paznokci! Muszę koniecznie nadrobić zaległości. Dzisiaj zapraszam Was na posta o lakierze holograficznym marki Golden Rose w odcieniu numer 05. 
Golden Rose, Holographic Nail Colour ♥ 05
Golden Rose, Holographic Nail Colour ♥ 05
Jeśli chodzi o lakiery do paznokci Golden Rose z serii holograficznej to mamy do wyboru kilka pięknych odcieni. Numer 05 ma filetową bazę i wygląda na paznokciach rąk i stóp obłędnie, szczególnie jeśli te od rąk uda mi się trochę zapuścić :) Lakier kameleon. Efekt zależy od typu światła i jego padania.
Golden Rose, Holographic Nail Colour ♥ 05
Pędzelek lakieru jest spłaszony i szeroki, taki jak lubię. Bez problemu aplikuje się nim lakier na paznokcie. Lakier nie smuży a do pełnego krycia wystarczą dwie warstwy. 
Golden Rose, Holographic Nail Colour ♥ 05
Jeśli chodzi o trwałość, to ten lakier holograficzny trzyma się na moich paznokciach nawet 4 dni. Co jest dla moich słabych, miękkich i łamliwych paznokci świetnym wynikiem i nic innego się tak długo na nich nie trzyma.
Golden Rose, Holographic Nail Colour ♥ 05
Golden Rose, Holographic Nail Colour ♥ 05
Jestem zachwycona tym lakierem. I dwoma pozostałymi, które mam również. Są to lakiery, po które sięgam obecnie najczęsciej. Uwielbiam ten efekt, co już mogłyście zauważyć na moim Instagramie ;)

Wednesday, 19 July 2017

Maybelline : Dream Cushion, Fresh Face Liquid Foundation.

Azjatyckie podkłady w gąbeczce typu cushion zaczęły się pojawiać już jakiś czas temu w blogosferze i na youtubie. Prędzej czy póżniej można było się spodziewać, że marki drogeryjne zaczną wprowadzać swoje wersje tego podkładu. I tak się stało. Najpierw pojawił się produkt L`Oreal, a po kilku miesiącach Maybelline pokazało swoją interpretację. Postanowiłam wypróbować produkt Maybelline, ponieważ bardzo lubię testować podkładowe nowości drogeryjne, choć przyzać muszę, że jak na drogeryjny podkład, to trzeba za niego sporo zapłacić biorąc pod uwagę jego gramaturę 14.6g.
Maybelline, Dream Cushion, Fresh Face Liquid Foundation
Według producenta podkład ma dać nam świetliste wykończenie skóry oraz średnie krycie, które można budować. Dodatkowo forma podkładu, zatopionego w gąbce, ma nam ułatwić jego stosowanie zarówno w domu, jak i poza domem, w biegu. Producent zaleca aplikację podkładu za pomocą załączonej do opakowania gąbeczki. Trzba go wklepywać żeby osiągnąć najładniejszy efekt. Podkład można zabrać ze sobą do torebki i bez problemu użyć w każdej chwili. Podkład zawiera spf 20.
Maybelline, Dream Cushion, Fresh Face Liquid Foundation
Opakowanie produktu to okrągła puderniczka. Po otwarciu w środku znajdziemy lusterko, półeczkę do przechowywania gąbki oraz główny pojemnik, w którym znajduje się gąbka nasączona podkładem. Całość jest bardzo dobrze przemyślana i zaprojektowana, ponieważ nic się nie wylewa a opakowanie pozostaje czyste i estetyczne. Wszystko jest również szczelnie zamknięte i podkład nie wysycha.
Maybelline, Dream Cushion, Fresh Face Liquid Foundation
Ja dla siebie wybrałam odcień 40 Fawn, ponieważ jestem już trochę opalona. Fawn okazał się ładnym beżem o lekko chłodnych tonach. Świetnie stapia się z moją cerą.  Nie ciemnieje w ciągu dnia. 
Maybelline, Dream Cushion, Fresh Face Liquid Foundation
Jeśli chodzi o właściwości podkładu, to jest tak jak deklaruje producent. Na skórze powstaje świetliste, ładne, mokre wykończenie. Podkład ma całkiem niezłe krycie, ale jednocześnie jest lekki i nie obciąża skóry. Ładnie stapia się, wyrównuje kolor oraz kryje drobne niedoskonałości. Bardzo mi się podoba, jak ten podkład na mojej skórze wygląda i jak moja cera się w nim prezentuje. Najlepiej mi się go aplikuje za pomocą dużego owalnego pędzla jak na zdjęciu. Załączona gąbeczka się u mnie nie sprawdza.
Maybelline, Dream Cushion, Fresh Face Liquid Foundation

Trwałość podkładu na mojej cerze jest całkiem niezła, ponieważ podkład na skórze prezentuje się ładnie do jakiś 5 godzin, co na mojej cerze to świetny wynik, naprawdę. Podkład też ma najlepszą trwałość w pochmurny, ale suchy dzień. W wilgotności czy upale z mojej twarzy spływa szybciej.
Maybelline, Dream Cushion, Fresh Face Liquid Foundation
Zauważyłam jednak, że jeżeli używam podkładu codziennie, to z każdym dniem jego trwałość na skórze jest mniejsza. I moja skóra też inaczej na niego reaguje niż pierwszego dnia. Jeśli używam go trzy dni pod rząd, to już tego trzeciego dnia moja cera reaguje na niego szybkim wydzielaniem sebum, podkład się ciastkuje, zbiera w porach. A w efekie robią mi się małe grudki na czole czy na lini rzuchwy. Robiłam pod tym kątek testy kilkakrotnie i tak właśnie jest. Natomiast podkład stosowany raz na dwa, trzy dni zachowuje się przyzwoicie i mi krzywdy nie robi. Pierwszy raz spotkałam się z takim zjawiskiem :)

Wydajność podkładu nie jest jego najlepszą stroną. Chociaż bardzo łatwo się na skórze rozprowadza i wystarczy jego niewielka ilość na całą twarz to moja sztuka już się kończy. Albo mi się wydaje, że tak szybko się kończy, ponieważ podkładu było w opakowaniu mało w ogóle. 
Maybelline, Dream Cushion, Fresh Face Liquid Foundation
Lubię ten podkład, ale nie wrócę do niego, na pewno nie kupię ponownie. Nie jest to podkład na którym mogę zawsze polegać i chociaż bardzo mi się podoba efekt jaki daje na skórze, to będzie to nasze pierwsze i ostatnie spotkanie. 

Dajcie koniecznie znać w komentarzach, czy znacie podkłady typu cushion i jak się u Was sprawują.



Tuesday, 18 July 2017

Anti Haul - produkty do makijażu, których nie kupię #1.

Od jakiegoś czasu zbierałam się za nowy typ postów na moim blogu pt Anti Haul - produkty do makijażu, których nie kupię. Chciałabym Was pokazać produkty, o których trąbia internety, ale z jakiś powodów te produkty do mnie w ogóle nie wołają i na pewno o nich na moim blogu nie poczytacie więcej i ich nie kupię. Zazwyczaj na blogach można zobaczyć wish listy, tymczasem ja chciałabym Wam pokazać zupełnie coś odwrotnego. Widziałam na youtubie już kilka filmików w tym temacie i przyznam szczerze, że jest to obecnie jeden z ulubionych typów filmików, które lubię i z przyjemnością ogladam. Uwielbiam nowości kosmetyczne, ale wydaje mi się, że marki już trochę przesadzaja i za dużo jest wszędzie wszystkiego. Jeśli jesteście ciekawe, którym produktom mówię "nie", to zapraszam Was do dalszej części posta. Dajcie też prosze znać w komentarzach, czy takie posty są w ogóle dla Was ciekawe. 

Oto pierwsza piątka produktów, których na pewno nie kupię! Zaczynamy! :)

Urban Decay Naked 4 Heat Palette
 
fotka pochodzi z oficjalnej strony UD.com
Ta paleta prezentuje się przepięknie. Cudne połączenie ciepłych kolorów o różnych wykończeniach. Niestety wszystkie moje 3 wczesniejsze wersje palet Naked się u mnie nie sprawdziły i na kolejną się nie skuszę. Wyjatek stanowią matowe Urban Decau Naked Basics, które uwielbiam. 

Kylie Cosmetics Holiday 2017 Collection
fotka pochodzi z oficjalnej strony Kylie Cosmetics
Przyznam szczerze, że kolekcja podoba mi się ogromnie i z chęcią przygarnelabym zestaw velvetowych pomadek i paletę cieni! Niestety po ostatnim niewypale z pomadkami kremowymi tej marki na nic więcej się nie skuszę. Szkoda zachodu i kasy za drogą przesyłkę do Anglii oraz cło. 

Kim Kardashian West zestaw do konturowania
fotka pochodzi z oficjalnej strony KKW
Zwyczajnie nie używam tego typu produktów. I chociaż mnie bardzo ciekawią to uważam, że sa stanowczo za drogie jak na tak małe produkty w sztyfcie do konturowania. 

Glam Shadows
fotka pochodzi z oficjalnej strony Glam Shop
Czyli słynne cienie od Hani. Szczerze kibicuję Hani i bardzo się cieszę, że poszerza swój i tak przepiękny asortyment cieni o nowe kolory i formuły. Niestety moja przesyłka do mnie nie dotarła odkąd zamówiłam swoje produkty w marcu. Przez błąd w adresie. Błąd mój. Wymieniłam kilkanascie maili z biurem obsługi klienta w tej sprawie i zostałam bez produktów, które zamówiłam i bez kasy. Zapłaciłam koszty wysyłki do UK, a przesyłki nawet sie nie da zlokalizowac. Moja wina, ja to rozumiem. Ale obsługa klienta nie wykazała chęci pomocy i wyjaśnienia sprawy. Ostatni mój email w tej sprawie został w ogóle zignorowany, a reklamacja na poczcie w sprawie zagubionej przesyłki jeszcze nie została złożona.

Mac kolekcja Chromat
fotka pochodzi z oficjalnej strony Mac.com
Wystarczy spojrzeć na kolekcję, żeby od razy wiedzieć dlaczego ominę ją szerokim łukiem :) Nie ma tutaj produktu dla mnie!

Dajcie znać, czy planujecie kupno któregoś z wymienionych przeze mnie produktów :)

Wednesday, 12 July 2017

Mac : Extra Dimension Blush ♥ Cheeky Bits.

Róże Mac z serii Extra Dimension na chwilę obecną są to moje ulubione róże tej marki. Mam aż trzy z tej serii i jeden, Faux Sure!, mogłyście już na moim blogu zobaczyć. W ulubieńcach czerwca wspominałam jednak o odcieniu Cheeky Bits, który jest pierwszym różem z tej serii, który kupiłam, i dzisiaj przyjrzymy się mu bliżej. Zapraszam!
Mac, Extra Dimension Blush ♥ Cheeky Bits
Róże z serii Extra Dimension to duochormy. Odcień Cheeky Bits to średni różowy koral, ale zaaplikowany na policzki efekt zależy od kąta padania światła. Tak jak Faux Sure!, nie jest to róż błyszczący. On się na policzkach przepięknie mieni i lśni. Aplikacja rozświetlacza wydaje się być już zbędna i ja sobie rozświetlacz odpuszczam.
Mac, Extra Dimension Blush ♥ Cheeky Bits
Cheeky Bits bez problemu się na pędzel nabiera, ma lekko wilgotną konsystencję, na pewno nie jest to produkt suchy i pudrowy. Rozcieranie go na policzkach to sama przyjemność. Pigmentacja jest świetna, ale różem nie zrobimy sobie krzywdy. Intensywność koloru na skórze można również budować.
Mac, Extra Dimension Blush ♥ Cheeky Bits
Mac, Extra Dimension Blush ♥ Cheeky Bits

Róże Mac na mojej skórze są wyjątkowo trwałe, więc i Cheeky Bits sprawuje się nienagannie przez cały dzień. Nie mam żadnych zastrzeżeń.
Mac, Extra Dimension Blush ♥ Cheeky Bits
Mac, Extra Dimension Blush ♥ Cheeky Bits
Tutaj Cheeky Bits w porównaniu do Faux Sure! oraz Sweets for my Sweet.
Mac, Extra Dimension Blush ♥ Cheeky Bits
Znacie tą serię róży Mac czy wolicie tradycyjne? Jeśli się zastanawiacie nad kupnem różu z tej serii, to nie macie się nad czym zastanawiać, są świetne i zdecydowanie warte zainteresowania!

Friday, 7 July 2017

Lirene : Bronze Collection, brązująca mgiełka, olejkowa duo-formuła z bursztynem.

Lirene, Bronze Collection, brązująca mgiełka, olejkowa duo-formuła z bursztynem
To, że uwielbiam mgiełki brązujące wspominałam już nie raz. Na moim blogu pokazywałam Wam już dwie, które bardzo lubię : Bielenda oraz Dax Cosmetics. Mgiełki latem używam do nadania nogom opalenizny, które z jakiegoś powodu nie chcą się naturalnie opalić, a zimą opalam nimi twarz, szyję oraz dekold. Nowość marki Lirene zauważyłam w Rossmannie, kiedy na półce szukałam nowości w tym temacie.
Lirene, Bronze Collection, brązująca mgiełka, olejkowa duo-formuła z bursztynem
Marka Lirene wprowadziła do sprzedaży produkt, który nie dość, że ma postać mgiełki, to dodatkowo jest to olejkowa duo-formuła z bursztynem. W opakowaniu możemy zauważyć dwie warstwy produktu, które po wstrząsnięciu mieszają się ze sobą w jedną. Jeśli przyjrzymy się bliżej warstwie bursztynowej, to na jej dnie, w miejscu łączenia się z olejkiem, możemy zauważyć również błyszczące się złote drobinki, ale jest ich malutko i na skórze są niewidoczne po aplikacji produktu. 
Lirene, Bronze Collection, brązująca mgiełka, olejkowa duo-formuła z bursztynem
Lirene, Bronze Collection, brązująca mgiełka, olejkowa duo-formuła z bursztynem
Lirene, Bronze Collection, brązująca mgiełka, olejkowa duo-formuła z bursztynem
Producent deklaruje, że jego produkt da nam efekt stopniowej i naturalnie wyglądającej opalenizny, a jednocześnie nasza skóra będzie nawilżona i miękka w dotyku.  Jest to innowacyjny produkt, który w luksusowy sposób pielęgnuje oraz stopniowo pozwala uzyskać efekt złocisty odcień skóry. Dzięki dwufazowej formule mgiełki produkt równomiernie się rozprowadza i błyskawicznie wchłania, pozostawiając subtelny i piękny zapach na skórze. Zapewnia efekt idealnie opalonej skóry bez smug i przebarwień już po kilku godzinach. Intensywność opalenizny zależy od ilości użyć. 

Olej z karotki i ekstrakt z bursztynu stymulują skórę do odnowy, regenerują i przywracają jej blask a nawilżający AquaCell zapewnia jej miękkość. Należy energicznie wstrząsnąc butelką w celu dokładnego połączenia się faz i nanieść równomiernie na umytą i osuszoną skórę ciała oraz dokładnie rozsmarować. Mgiełka jest przeznaczona do stosowania na skórę ciała.
Lirene, Bronze Collection, brązująca mgiełka, olejkowa duo-formuła z bursztynem
Opakowanie to poręczna butelka z psikaczem, który działa bez zarzutu i tworzy odpowiednią mgiełkę z wydobywanego z opakowania produktu. Aplikacja na skórę przebiega zupełnie bezproblemowo, produkt świetnie się rozprowadza i rozciera. Tak jak obiecuje, po aplikacji mgiełka szybko się wchłania, ale pozostawia skórę miękką w dotyku, nawilżoną i ładnie pachnącą. Zapach wprawdzie się ulatnia i po kilku godzinach trzeba ze skóry zmyć delikatny smrodek samoopalacza, ale jest on naprawdę minimalny i nie drażni nosa. 

Efekt jaki daje ta dwufazowa mgieła jest rewelacyjny. Złota słoneczna opalenizna. Najlepszy efekt uzyskuję stosując mgiełkę co trzy dni, ale obowiązkowo raz w tygodniu wykonuję peeling nóg, szczególnie na kolanach. Prostota, łatwość i szybkość aplikacji tego produktu zdecydowanie do mnie przemawia i z przyjemnością tej mgiełki używam. Oczywiście opalenizna  jest bez smug i zacieków czy pomarańczowych plam. 
Lirene, Bronze Collection, brązująca mgiełka, olejkowa duo-formuła z bursztynem
Jeśli poszukujecie produktu brązującego do ciała, to zdecydowanie sposród mgiełek Bielenda, Dax Cosmetics oraz dwufazówki Lirene polecam produkt Lirene. Probowałyście mgiełek brązujących do ciała? Czy może wolicie tradycyjne samoopalacze?

Wednesday, 5 July 2017

Czerwcowe nowości.

Czerwcowe nowości
W czerwcu pojawiło się u mnie niewiele nowości. Serio, chyba po raz pierwszy, odkąd prowadzę tego bloga :) Staram się teraz na bieżąco zużywać zapasy pielegnacyjne zrobione głównie w Polsce, ale w czerwcu pojawiła się u mnie nowa kolorówka. Inaczej nie byłabym sobą przecież!
Czerwcowe nowości
Dwa podkłady The Ordinary wprawdzie zamówiłam 2 maja, ale dotarły one do mnie dopiero w czerwcu. Zdecydowałam się na wersję Coverage, ale dwa odcienie które wybrałam okazały się nietrafione. Zamówiłam odcień Medium Pink Undertones oraz Medium Yellow Undertones i oba są za ciemne i za pomarańczowe, chociaż kolor Medium Pink Undertones potrafię trochę zneutralizować pudrem. Ponieważ formuła podkładu mi się spodobała, a cena podkładów jest niewysoka, domówiłam odcień Medium Light Pink Undertones. Ten z kolei dotarł do mnie w dwa dni od złożenia zamówienia. Tym razem odcień okazał się idealny.. Testy podkładu zatem w toku, ale na coś więcej o nim musicie jeszcze chwilkę poczekać.
Czerwcowe nowości

Przeglądając strone internetową drogerii Boots trafiłam w dziale produktów Smashbox na świetną ofertę. Planowałam zamówić sobie kremowa pomadkę, ale przy zamówieniu matowej palety cieni można było sobie wybrać pomadkę za darmo. Więc kliknelam i za trzy dyszki mam świetną paletę cieni oraz pomadkę. 

To tyle jeśli chodzi o czerwcowe nowości. Sama jestem zdziwiona, że tego tak mało ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...